KRAINA ARCHE

Przez żołądek do... szczęścia?

27.06.2025

Kiedy szef kuchni zaczyna wierzyć, że jest dobry w tym, co robi? Decyduje o tym jakiś szczególny moment? Kiedy ty to poczułaś?


Był rok 2010. Pracowałam jako szef kuchni w restauracji na Śródmieściu. Wtedy najbardziej poważanym krytykiem kulinarnym był Maciek Nowak. Wiedziałam, że jeżeli pojawi się u mnie, to znaczy, że to, co robię, jest dobre. No i przyszedł pewnego deszczowego majowego popołudnia... Wszedł do restauracji, która była w tym momencie totalnie pusta. Usiadł przy stoliku, wziął kartę, wybrał chyba wszystko, co mógł. I obserwował, jak z minuty na minutę to niewielkie miejsce zapełnia się gośćmi. Zjadł wszystko.


I co powiedział?


Nic. Wiedzieliśmy, że opinia pojawi się w ciągu tygodnia. W gazecie. To nie były czasy internetu. Tego dnia wstałam bardzo wcześnie. Pomyślałam, że jeśli będzie dobrze, chcę to pierwsza przeczytać. A jeśli będzie źle, to chcę wypłakać się w samotności, żeby moja mama nie widziała.


Otworzyłaś gazetę i...


... Płakałam. Ale ze szczęścia. Ten dzień był bardzo ważny, pokazał, że to, co robię, ma sens.


Długo „szłaś” do tego dnia?


W wieku 23 lat wyjechałam do Niemiec, kompletnie bez znajomości języka i bez pomysłu, co będę robić. Przez przypadek trafiłam do włoskiej restauracji, prowadzonej przez Sycylijczyka. Od razu powiedział mi, że nie jest to praca dla kobiet. A ja po kilku godzinach wiedziałam, że chcę się tu nauczyć wszystkiego. Weszłam w trudne środowisko, wyłącznie Włochów i Turków. Istotnie, byłam jedyną kobietą. I przeszłam piekło na ziemi.


Szkoła życia?


Ale to podwaliny wszystkiego, co potrafię. Mój szef powiedział, że jeżeli poważnie myślę o zawodowym gotowaniu, będę musiała przejść wszystkie etapy tej pracy. I że potrwa co najmniej rok, zanim będę mogła samodzielnie pracować. Po sześciu miesiącach byłam jego zastępcą.

 

I związałaś już z tym swoje życie zawodowe.


A przecież miałam inne plany! Chciałam być prawnikiem, zdawałam ostatecznie na dziennikarstwo, ale się nie udało. Przyjęto mnie jednak na filologię polską. A potem rzuciłam studia i wyjechałam za granicę.


Pochodzisz z rodziny, w której gotowało się od zawsze, a dziadkowie prowadzili nawet w latach 60.-70. wagon Wars.


Wszystkiego nauczyłam się od mamy, babci i prababci. Cała rodzina spotykała się na niedzielnych obiadach, na których zawsze była legumina babci, kapuśniak kielecki dziadka, potrawka mamy czy pączki prababci. Wszyscy gotowali doskonale i z ogromną namiętnością. Moja mama została wdową w młodym wieku, a że miała bardzo długą przerwę w życiu zawodowym, nie mogła wrócić do zawodu chemika. Jedyną profesją, która mogła pomóc jej wychować czwórkę dzieci, było gotowanie. Miałam wtedy kilkanaście lat. Kochałam gotowanie, więc zaczęłam robić to z nią.

 

Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl

Pozostałe aktualności

zobacz wszystkie
Druga szansa nie tylko mebli...
Rano w tym samym miejscu powstawały warkocze na naszy
Arche Fabryka Samolotów Mielno
Pierwsze spotkanie z Arche Fabryka Samolotów w
Arche Sanatorium Milicyjne Nałęczów
Rok 1983 był pamiętny. W lipcu Rada Państwa, zgodni

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi promocjami
i wydarzeniami z życia Arche i naszych obiektów!
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji o
aktualnościach, wydarzeniach i promocjach (więcej
informacji)