Druga szansa nie tylko mebli...
Rano w tym samym miejscu powstawały warkocze na naszych głowach. Co niedzielę siedzieliśmy na drewnianych krzesłach przy stole i całą rodziną jedliśmy obiad, oglądając „Dynastię”, „Dr Quinn”, a potem „Familiadę”. Zawsze musieliśmy zjeść do końca, tata mówił, że nie mamy świń, więc nikt po nas nie doje.
Potem krzesła trafiły do mniejszych pokoi, zastąpione ładniejszymi, tapicerowanymi. Ale te stare pełniły swoje funkcje dalej w dziecięcych pokojach, a do dużego wracały, kiedy przychodzili goście. Nie pamiętam, ile razy tata szlifował je i bejcował, by odzyskały blask.
Te krzesła ciągle są w naszej rodzinie, choć nie doprosiłam się jeszcze swojego egzemplarza. Na razie negocjuję ze starszą siostrą, żeby dała mi choć jedno. Chcę pamiętać to nasze dzieciństwo.
Niecałe trzy lata temu pojechałam do Muszyny. Tam porządkowano stare sanatorium „Metalowiec”, działające jeszcze w latach 70. Arche kupiło je z myślą o rewitalizacji. Miałam zobaczyć stare meble, znalezione w obiekcie, i wybrać te, które nadają się do odzyskania. Bo warto zachować część historii tego budynku, a meble to wręcz świadectwo upływających lat. I po co produkować kolejne przedmioty, gdy stare można odnowić lub przerobić na dekoracje? Jeszcze nie wiedziałam, jaki projekt mnie czeka. Nawet nie przeczuwałam, że skończy się to prowadzeniem Pracowni Rewitalizacji Mebli, która da drugie życie nie tylko starym przedmiotom, ale także... ludziom.
Pracownia zatrudnia dziś ponad czterdziestu więźniów. Gdy dają oni drugie życie zapomnianym i niechcianym przedmiotom, sami także je zyskują.
Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl