28 kuracji Bolesława Prusa
Był początek lata 1882 roku, gdy doktor Karol Benni, znany warszawski laryngolog i udziałowiec Zakładu Leczniczego w Nałęczowie, zaprosił Bolesława Prusa do, mieszczącej się na Pradze, restauracji „Pod Rakiem”. Kiedy dorożka, którą podróżowali, przejeżdżała Wisłę nieistniejącym dziś Mostem Kierbedzia, Prus dostał ataku nerwowego. I tylko opanowanie doktora oraz jego silna dłoń, którą chwycił przyjaciela za ramię, sprawiły, że pisarz nie wyskoczył z pojazdu.
Nietrudno się domyślać, że dalsza część wieczoru, spędzana przy doskonałych rakach oraz kurczętach w potrawce, przebiegła na rozmowie o zaistniałym zdarzeniu. Począł wtedy doktor przekonywać Prusa do podjęcia leczenia w Nałęczowie, rozprawiając o właściwościach i zaletach uzdrowiska oraz cudach, jakie czynią nałęczowskie żelaziste wody, które w połączeniu z masażami wibracyjnymi i elektrycznymi świetnie leczą anemię, osłabienie ogólne i wyczerpanie nerwowe.
- Moim skromnym zdaniem powinien Pan jechać do Nałęczowa. Trochę hydropatii dobrze Panu zrobi, sześć tygodni terapii i będzie Pan zdrów jak ryba – zapewniał Benni literata.
Z sakwojażem do wód
I choć Prus upierał się, by kolejne wakacje spędzić ponownie w Zakopanem – na podróż dokąd otrzymał nawet bilet wolnej jazdy od Stanisława Kronenberga, prezesa kolei oraz właściciela pisma „Nowiny”, których redakcję miał niebawem objąć – ostatecznie uległ namowom doktora Benniego i z sakwojażem w ręku udał się Koleją Nadwiślańską na kurację „do wód” nałęczowskich.
Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl