Współpraca bez barier
Gdybym była ministrem edukacji, jednym z podstawowych wartości, których chciałabym nauczyć przyszłe pokolenie, byłaby nauka współpracy i proszenia o pomoc. Patrząc na swoje życie, widzę jak bardzo ta umiejętność jest potrzebna.
Jestem rodowitą warszawianką, ale nawet Warszawa 30 lat temu była dużo mniejszym i zupełnie innym miastem. Za czasów mojego dzieciństwa bez współpracy nie byłyby możliwe podstawowe, oczywiste w dzisiejszych czasach, czynności. Do sąsiada chodziło się zadzwonić z telefonu stacjonarnego, a w czasach dzieciństwa moich rodziców, aby obejrzeć ukochany serial „Bonanza”. Kwitł handel wymienny, a także współpraca przy staniu w kolejkach za produktami w realiach PRL.
Największą rewolucję w relacjach i współpracy wprowadził Internet, który znacznie ułatwił codzienne życie, ale jakże oddalił nas od siebie. W wielu sprawach nie trzeba już wychodzić z domu i rozmawiać z kimkolwiek. Ta refleksja naszła mnie, gdy przeprowadziłam się do mojego pierwszego mieszkania. Ku mojemu zaskoczeniu, w niedużym bloku sąsiedzi nie odpowiadali nawet „dzień dobry”. Nie, nie… nie naraziłam im się czymkolwiek wcześniej. Po jakimś czasie, zauważyłam zmiany również w moim zachowaniu. Sąsiedzi byli niezwykle sympatyczni, ale gdy brakowało mi przysłowiowej soli, wolałam pójść do sklepu niż zapukać do drzwi sąsiada.