Ostatni lot Karla
– Pokój z widokiem na jezioro – powiedziała recepcjonistka, podając mi kartę. – Pani przyjechała sama? W komputerze mam…
– Sama – ucięłam.
– W takim razie życzę udanego pobytu.
To Kamil wybrał ten hotel. Kochasz stare opowieści – powiedział. – A tu jest mnóstwo historii i tajemnic. Mielno jest niezwykłe.
Idąc w stronę windy, mijałam drewniane belki, metalowe detale, stare fotografie samolotów. A z balkonu apartamentu zobaczyłam stary hangar. Stał dokładnie na wprost i sprawiał wrażenie, jakby pamiętał czasy drugiej wojny światowej. O tak, Kamilowi bardzo by się tu podobało. Arche Fabryka Samolotów. Bardzo w jego stylu.
Sięgnęłam po telefon i zaczęłam wyszukiwać informacje o okolicy. Przynajmniej nie musiałam patrzeć na podwójne łóżko w sypialni i dwa piękne fotele w salonie myśląc, jak to by było, gdybym przyjechała tutaj z Kamilem.
„Hotel powstał na terenie historycznej niemieckiej bazy morskiej. Przed II wojną światową Mielno nie należało do Polski, tylko było częścią Niemiec. Stanowiło popularne kąpielisko, zwłaszcza dla przyjezdnych z Berlina. Po wojnie rozwinęło się jako polski kurort.” O, proszę, jednak ukłon i w moją stronę – pomyślałam. Kamil wiedział jak lubię klimaty międzywojnia.
Spojrzałam w kierunku hangaru. Mgła nadchodząca od lasu wraz z zapadającym zmierzchem delikatnie otulała ściany. Przez chwilę wydawało mi się… Jakiś ruch zwrócił moją uwagę. Marszcząc brwi, próbowałam dojrzeć kogoś w mlecznym półmroku.
Drgnęłam na dźwięk telefonu. Kamil.
Minęła chwila. Minęła cała wieczność. Nie odebrałam.
Przyśnił mi się mężczyzna. Miękkie światło dogasającego słońca kładło się długimi warkoczami na tafli jeziora, ale ja patrzyłam tylko na niego – krzątał się wokół samolotu. Był piękny. Ręce ubrudzone smarem, jasne włosy jak wzburzona fala, a spojrzenie – pełne pasji i skupienia, przyciągało jak magnes.
– Jeszcze jeden lot! – krzyknął, dostrzegając mnie.
– Uważaj na siebie – usłyszałam swój głos, niższy, łagodny i ciepły.
– Przecież zawsze uważam – odparł śmiejąc się. Ruszył w moją stronę. Gdy był już blisko, usłyszałam swój śmiech.
– Nie rób tego, Karl! – zawołałam, ale jego brudne dłonie już sięgnęły do mojej twarzy, otuliły ją palcami, a na ustach poczułam ciepło pocałunku.