Ten ostatni skok
Twój ostatni skok spadochronowy nie był dla Ciebie zbyt szczęśliwy…
No, niestety. To był skok w Sewilli. Lądowałem z turbulencjami i rotorem powietrza, nie zdążyłem wyhamować... Leżąc na ziemi próbowałem poruszyć nogami, ale nie mogłem. Już wtedy wiedziałem, że uszkodziłem kręgosłup. Przed wypadkiem mieszkaliśmy z moją obecną żoną, wtedy partnerką, w Hiszpanii półtora roku, pracowałem na lotnisku i skakałem. Pobyt w Hiszpanii trochę się przedłużył… zostaliśmy tam jedenaście lat. Wróciliśmy do Polski, kiedy dostałem się do wioślarskiej kadry narodowej.
Które ze swoich osiągnięć uważasz za najważniejsze?
Po wypadku spędziłem 9 miesięcy w szpitalu. Po wyjściu zapisałem się do drużyny wioślarskiej w Sewilli, a po 2-3 miesiącach wyjechałem na zawody o Puchar Hiszpanii dla osób z niepełnosprawnościami. Startowali tam zawodnicy z czołówki. Zająłem drugie miejsce. Przegrałem tylko z olimpijczykiem, mistrzem Hiszpanii. Płynąłem w łodzi dla zdrowego zawodnika. To był dla mnie wielki sukces. Byłem dumny, że dałem radę. To nie były mistrzostwa świata, ani żadne inne ważne zawody, ale to był znak, że pozbierałem się po wypadku. Czułem, że coś osiągnąłem, że nadal coś znaczę, że idę do przodu, a nie płaczę na wózku. Wracając, zawiesiłem ten zdobyty „medalik” na lusterku w samochodzie – taki malutki był – i sobie śpiewałem. Z kolejnych sportowych sukcesów się cieszyłem, ale ten dał mi największą radość. Potem już nie czułem takiej satysfakcji. Ta dała mi kopa do dalszego działania.
Swoje życie dzielisz na dwie części: ta sprzed i po wypadku?
To prawda. Wcześniej była praca od poniedziałku do piątku, a w weekendy zawody, układanie spadochronów, potem imprezy towarzyszące. Wypadek zmienił nasze plany i życie o 180 stopni. Najważniejszą rzeczą był powrót do zdrowia i odzyskanie sprawności w jak największym stopniu. Po pewnym czasie nauczyliśmy się żyć na nowo i dostosowywać do nowych wyzwań.
Odciąłeś się od skoków?
Nadal mam kumpli, którzy skaczą. Obserwuję strefy skoków, czasami ich odwiedzam, bo się tęskni. Nawet kombinowałem raz, żeby skoczyć do wody... Normalnie nie wyląduję, bo trzeba dobiec, nogi są jak koła w samolocie przy lądowaniu.
Czyli do wody byś skoczył?
Przepisy polskie nie pozwalają na to. Musiałbym skończyć kursy od początku, a ja tylko chciałbym skoczyć raz. Do wody, jakby się wzięło spadochron celnościowy, to wiesz... byłoby tylko plum!
Co takiego jest w skokach spadochronowych, że nadal chciałbyś to robić?
To czysta adrenalina. Skacząc może cię boleć głowa, brzuch, żołądek. Ale skaczesz i ... jesteś jak nowy. Nie wiem, czy wiesz, ale sporty ekstremalne wstrzymują proces starzenia.
Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl