Od czasu do czasu warto wyjść z szafy
Po jaką cholerę wszystkie dobra tego świata, jeżeli nie masz wokół siebie dobrych Ludzi? Ktoś kiedyś powiedział, że lepiej się płacze w mercedesie niż w syrence. Najbardziej prymitywna bzdura, jaką słyszałam.
Samotność opakowana w złoto nie smakuje lepiej. Ba! Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że to dopiero musi być porażka! Nie móc się z kimś podzielić życiem. Uśmiechem, wspomnieniem, łzami. Pierogami z truskawką, białą bluzką i psem. Gestem, zapachem, słowem. Miłością.
Od czasu do czasu warto wyjść z szafy i spotkać się z kimś w prawdziwym życiu. Z kimś, przy kim lubimy siebie jeszcze bardziej. Są takie osoby, z którymi czuję się bezpiecznie. Dla niespokojnej introwertyczki to ważne. Nie musieć zakrzykiwać rzeczywistości. Układać się pod wymiar, zawijać słowa w różową bibułę i zgrywać bohatera na dzielni. Sporo mnie kosztuje wyjście do ludzi. Większość energii pochłonęło moje wyjście na człowieka.
Jestem świadoma błędów, który popełniałam. Nie nabiorę wszechświata, choć mnie samą czasami udaje się oszukać. Wierzę wtedy w kogoś, kim nie jestem. Nie polecam. Dlatego tak bardzo cenię te spotkania. PRAWDA. Ufam, że moc jest w AUTENTYCZNOŚCI. Zbałamuceni nierealnym obrazem na szklanych ekranach tęsknimy za kimś, kto niemal już nie istnieje. Ogłupieni utopijną rzeczywistością w wirtualnym świecie poszukujemy choćby kropli wieczornego deszczu. Już nie chcemy go mylić z obelgą. Marzy nam się szczery uśmiech bez wybielaczy. Pożółkłe liście. Plama na obrusie, bez skazy na honorze. Niewielki okruch naturalności w tym wypacykowanym internetowym życiu. To motywujące.