Zabłąkaj się w Łodzi
Jonasz Kofta pisał: „pamiętajcie o ogrodach”. To w końcu one pozwalają zbliżyć się do natury, a w bardziej nowoczesnej formie, również do miasta. To nie przypadek, że najbardziej urokliwe miejsca w mieście nazywane są pasażami, podwórkami i właśnie ogrodami. Bo gdzie indziej znaleźć wytchnienie od wielkomiejskiego zgiełku? I choć wiele z nich zostało przekształconych w punkty kulturalne, a niektóre łączą funkcję artystyczną z gastronomiczną, to jednak niewielkie oddalenie od najdłuższej ulicy Łodzi, Piotrkowskiej, pozwala im zachować kameralność.
Są takie miejsca, które zachwycają niezmiennie. Zmieniają swoje oblicze — rozkwitają wiosną, aby osiągnąć swoją pełnię latem. Jesienią mienią się wszystkimi kolorami, a zimą błyszczą srebrzystym blaskiem, który prawie jak w Królowej śniegu Andersena, mrozi serca. Taki jest Pasaż Róży, wąskie podwórko na tyłach kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 3. Ta niewielka przestrzeń wciąż przyciąga i magnetyzuje nie tylko turystów, ale też mieszkańców Łodzi. Jak to się stało, że podwórko stało się niezwykłą atrakcją i miejscem wydarzeń kulturalnych? Najpierw był festiwal Łódź Czterech Kultur oraz projekt „Diamenty Łodzi”. W jego ramach powstał kreatywny koncept stworzony przez Joannę Rajkowską. Był to projekt szczególny, który sama autorka rozumiała dwojako. Z jednej strony przestrzeń miała stać się przekierowaniem ludzkiej uwagi, przejściem do ulicy Zachodniej, do której ucieka życie z ulicy Piotrkowskiej i leniwie kieruje się ku zespołowi Manufaktury. Z drugiej, było to nawiązanie do drogi, jaką przeszła córka autorki, Róża, od niewidzenia do uzyskania możliwości oglądania świata własnymi oczami. Kawałki szkła odzwierciedlają siatkówkę oka. Prace nad realizacją projektu trwały długo, prawie rok. Rozpoczęto je w 2013 r., żeby oficjalnie zakończyć w 2014. Wybór miejsca był nieprzypadkowy. Kamienica miała już swoją historię. Mieścił się w niej pierwszy łódzki hotel – Hotel de Pologne (Hotel Polski). Pomysł Joanny Rajkowskiej zakładał dokładnie pokrycie jej drobnymi kawałkami luster. Nie tylko fasady budynków. Każdy gzyms, glif, uskok i nisza, zostały dokładnie wypełnione zwierciadłami o nieregularnych kształtach. Tu obraz zmienia się wraz z każdym naszym krokiem, porą dnia, błyskiem flesza. Każdy wschód i zachód słońca ma swoje własne odbicie w tysiącach migoczących kryształków. Ten obraz jest jak sama zdolność widzenia, fascynująca, a zarazem magiczna w swojej prostocie.
Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl