KRAINA ARCHE

Klasztor, pensja i szpital

08.04.2026

Z opowieści innych 

Przed wojną, tutaj na Kasprowicza 64/66 były siostry urszulanki niemieckie, które prowadziły szkołę dla dziewcząt oraz przedszkole. To było kiedyś duże zgromadzenie, zajmujące się szkolnictwem i tak jest do tej pory – siostrom urszulankom podlega szkoła na Placu Nankiera, ale to są już polskie siostry. Były tu siostry klauzurowe i takie, które pracowały jako nauczycielki oraz przedszkolanki z dziewczętami w różnym wieku. 

Podczas II wojny światowej, działał tutaj szpital wojskowy; Po wojnie siostry urszulanki nie mogły już wypełniać swojego powołania, czyli nauczania. Słyszałam, że dostały ultimatum – albo nauczą się języka polskiego i zostaną, pracując jako pielęgniarki, albo muszą wyjechać do Niemiec. I one były tutaj chyba do 1955 roku. Potem, decyzją władz, opuściły i klasztor na Placu Grunwaldzkim, i tutaj na Karłowicza. Wyjechały do Niemiec do Bilefeld. Na miejscu zostały dwie starsze schorowane siostry, którymi opiekowały się franciszkanki do końca ich dni. 

W roku 1956 kuria zwróciła się do zgromadzenia, by przejąć ten klasztor dla kościoła. Dwie trzecie budynku zabrało państwo na szpital. Skrzydło pozostawiono kościołowi, to gdzie jest tak zwana klauzura, gdzie ludzie świeccy nie mogą wejść. I tak od 1957 r. we wschodnim skrzydle ma swoją siedzibę Klasztor Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Maryi Nieustającej Pomocy. Zgodnie z założeniem, siostry franciszkanki pełniły i pełnią różne posługi w szpitalach, domach pomocy społecznej, pracują m.in. jako pielęgniarki, służąc także nieuleczalnie chorym. Podejmują się wszelkich zadań, których w danym momencie kościół od nich oczekuje. Matka Założycielka zgromadzenia Anna Brunner (1851-1911) uważała, że „najważniejszy jest najbiedniejszy człowiek” i upominała siostry, by spieszyły z pomocą tym, którym się dzieje krzywda. 

W tej chwili jest w klasztorze 12 sióstr, najmłodsza ma 34 lata, najstarsza 96. Cztery pracują w DPS-ie przy Grunwaldzkiej, dwie w szpitalu, pozostałe są już emerytkami. Siostry jako pielęgniarki pracowały w tym budynku do samego końca funkcjonowania szpitala, czyli do roku 2005. Jeszcze w roku 1973 było 29 sióstr, a teraz nie ma tylu powołań.


Osobiście 

Przyszłam tutaj w roku 1973, miałam wówczas 15 lat. Skończyłam 5-letnie liceum medyczne, bo zawsze chciałam być pielęgniarką. Miałam taki wybór: albo teologia albo pielęgniarstwo, wybrałam to drugie. Czuję, że jestem urodzoną pielęgniarką i siostrą zakonną i nigdy nie żałowałam tego wyboru. Większość swojego życia zakonnego spędziłam we Wrocławiu, a szpital „Korczaka” był zawsze jak mój rodzinny dom. Pracowałam tutaj od roku 1989 do końca, czyli do roku 2005 na neonatologii, na noworodkach, potem jeszcze 3 lata na Koszarowej. Byłam pielęgniarką zabiegową, czyli podłączałam kroplówki, pobierałam krew, spędzałam w szpitalu po 8 godzin, a czasami i 12. 

Na początku bałam się noworodków, ale przełożona zadecydowała, że muszę zostać na tym oddziale, bo taka była potrzeba. Siostry franciszkanki nie są przypisane do jednego miejsca, pracowałam też w innych szpitalach (m. in. w Krzyżanowicach), ale potem zawsze wybierałam noworodki i tęsknię do tego, żeby być z małymi dziećmi, które są takie bezbronne i można im pomóc. Tak lubię dzieci, ludzi starszych i zwierzęta. „Moje” siostry twierdzą, że to cechuje dobrych ludzi.

Pozostałe aktualności

zobacz wszystkie
Arche Garnizon Białystok
Mury carskiego Garnizonu w Białymstoku zyskują drugie życie. Miejsce owiane le
Czas na Wschód czas Janowa Podlaskiego
Korytarzami Zamku w Janowie Podlaskim niegdyś przechadzali się wielcy biskupi.
Arche Dwór Uphagena Gdańsk
Na Dolnym Mieście w Gdańsku, tam gdzie niegdyś rozciągały się podmokłe ł

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi promocjami
i wydarzeniami z życia Arche i naszych obiektów!
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji o
aktualnościach, wydarzeniach i promocjach (więcej
informacji)