Jesteśmy jak Włosi
– Zakładając biało-czerwoną koszulkę i osiągając dobre rezultaty, wierzyłem, że swoim wysiłkiem daję radość nie tylko sobie, ale przede wszystkim polskim kibicom, którzy do dzisiaj pamiętają mi te wspaniałe chwile, jakie dzięki mnie przeżywali – Czesław Lang, legenda polskiego kolarstwa, a obecnie dyrektor wyścigu Tour de Pologne, opowiada o drodze, jaką przebył, aby odnaleźć w życiu szczęście.
Jak wyglądało Pana dzieciństwo zanim trafił Pan do „świata wielkiego sportu”?
Wychowałem się na wsi na tzw. Ziemiach Odzyskanych, dokąd po II wojnie światowej przybyli Polacy m.in. z Kresów Wschodnich – w tym moi rodzice, którzy pochodzili z Uhrynowa (terytorium dzisiejszej Ukrainy). Ojciec objął stanowisko kierownika PGR-u, mieszczącego się w pałacu w Barnowie, gdzie zamieszkaliśmy. Mimo obowiązków szkolnych od małego pomagałem rodzicom w codziennych pracach przy gospodarstwie. Nie powiem, było to uciążliwe, ale miło wspominam ten czas.
I to z czasów dzieciństwa pozostała w Panu miłość do koni?
Jeszcze przez długie lata po wojnie konie były główną siłą pociągową na polskiej wsi. Wykorzystywano je nie tylko do prac polowych, ale i jako środek transportu. Spędzałem mnóstwo czasu w stajni i zakochałem się w koniach. Dzisiaj sam prowadzę niewielką stadninę. Jazda konna, podobnie jak jazda na rowerze, daje nieograniczoną wolność. Uwielbiam to uczucie.
W 1980 roku osiągnął Pan swój największy sportowy sukces, zdobywając na igrzyskach w Moskwie srebrny medal olimpijski. Niewiele jednak brakowało, a nie pojechałby Pan na tę imprezę.
Niedługo przed igrzyskami uległem groźnemu wypadkowi, po którym kilka miesięcy spędziłem w szpitalu. Groził mi niedowład ręki. Byłem spisany na straty, bo nawet trenerzy przestali wierzyć, że uda mi się wrócić do dawnej formy. Chcąc udowodnić wszystkim swoją przydatność dla drużyny, odnalazłem siłę i ogromną motywację, aby wrócić do zdrowia i wyścigów. Powiedziałem sobie: „Ja wam jeszcze pokażę”. I tuż po kontuzji osiągnąłem nie tylko wicemistrzostwo olimpijskie, ale również drużynowe mistrzostwo Polski oraz triumf w Tour de Pologne.
Ale nie tylko dlatego był to dla Pana rok szczególny. Na tydzień przed rozpoczęciem igrzysk na świat przyszła Pana córka – Agata.
I była to największa radość, jaka spotkała mnie w życiu, choć niestety, ze względu na udział w zgrupowaniu kadry, nie mogłem być przy jej narodzinach.
Cały artykuł można przeczytać w magazynie dostępnym na KupujeszPomagasz.pl